Lucek prawdopodobnie mnie zje, ale powiem co sądzę o tym systemie.
Instalacja - netinstallZaczęło się od poszukania i pobrania obrazu. Wybrałem netinstall ze względu, że nie chciało mi się pobierać zbyt dużego iso i chciałem zobaczyć jak takie coś działa. MultiSystem odmówił posłuszeństwa, stwierdził, że nie obsługuje tego ISO i nie chciał go dodać na pendriva. Ok. Wygrzebałem CD i wypaliłem.
Reboot i moim oczom ukazało się piękne bootmenu.

Ustawiłem język polski i wybrałem instalację. Pierwszym okienkiem było połączenie się z Wi-Fi, potem kolejno pojawiały się: wybór instalacji, źródła i kilku innych rzeczy. Instalator się załadował i pojawił (trochę podobny do windowsowego

).
Wygodnie się w nim wszystko wyklikiwało, poza zaawansowanym tworzeniem partycji (trochę chaotycznie to wyglądało). Nie mam zastrzeżeń, poza kosmicznie długą instalacją, nawet jak na netinstall.
Instalator stwierdził, że musi teraz ponownie uruchomić komputer. Szkoda, że nie poinformował co mam robić. Płyta się nie wysunęła, więc nie wiedziałem czy mam odpalić z CD czy z dysku.
Pierwsze uruchomienieKontynuowana była teraz instalacja. Wszystko się ładnie skonfigurowało i pojawił się ekran logowania (bardzo ładny i wygodny muszę przyznać

). "Podobne do Windows" - to była moja pierwsza myśl gdy się logowałem.

Ze względu na ikonkę KDE w rogu (w Win miałem tam obrazek AntyVira).
Pulpit bardzo fajny, panel niczego sobie, ładne efekty... No to buszujemy po menu! "Windows?" - pomyślałem gdy zobaczyłem pozycję "Dodaj/Usuń prgramy".
Chwilę poprzeglądałem internet i stwierdziłem, że trochę tu cicho. Odpalam Amarok i widzę piękną informację, że MP3 nie jest wspierane (przypomniałem sobie napis na ekranie powitalnym mówiący o najlepszym systemie przyjaznym użytkownikowi...) i, że mogę zainstalować obsługę tego formatu. Potwierdzam i widzę kolejne okienko w którym pisze, że pakietu nie ma w repozytorium i pytanie czy chcę je zmienić. Zaznaczyłem dodatkowe repo i jadę dalej. Po dość długim czasie w końcu lista repozytoriów się załadowała. No i w końcu doczekałem instalacji wsparcia dla MP3.
Teraz natomiast zawiódł mnie Amarok, bo nie wyświetlał polskich znaków, a poza tym miał kiepską listę utworów. Dobra, Exaile z Minta mi się znudziło (i maiło problemy z korektorem), dlatego stwierdziłem, że poszukam nowego odtwarzacza. Odpalam Dodaj/Usuń prgramy (no Windows jak się patrzy!) i szukam kategorii z odtwarzaczami. Do instalacji trafiło 5 nowych odtwarzaczy. Instalator pięknie informuje co się dzieje, wszystko jest czytelnie napisane, ale... Gdyby nie to jedno "ale".

YaST strasznie się smoli! Jakoś nie jestem zbytnio cierpliwy, więc strasznie mnie to denerwowało i zniechęcało do systemu.
Wszystko się jednak kończy, i tak też było z instalacją.

No to testujemy nowe zdobycze. Niejaki DeaDBeef mimo wszystko nie obsługiwał MP3, Audacious miał trochę ubogi interfejs, Rhytmbox się nie uruchomił. Moją uwagę przykuł Banshee, ale polskich znaków nadal nie ma. Ostatni był Clementine. Polskich znaków nie ma nadal, ale jednak mnie zauroczył.

Ma bardzo wygodny interfejs.
Na razie tyle. Jeśli wytrzymam z tym systemem napiszę coś więcej. Póki co moje odczucia zamykają się w "trochę jak Windows..." i "YaST jest potwornie wolny!".

#EDIT
Zauważyłem kolejny "bajer". Mianowicie gdy okienko dowolnego programu przeciągnie się do krawędzi rozciąga się ono na pół (boki) lub cały (góra) ekran. Pytanie tylko kto był pierwszy...

#EDIT2
Dobra. Ja wysiadam. To cudo nie potrafi samo dysku zamontować.

Może spodoba mi się ten system, ale na pewno nie dziś, nie w tym roku, może za 3 dni.
